Na terenie Unii Europejskiej mówi się wieloma językami. 24 z nich posiadają status oficjalnych – oznacza to, że wszelkie dokumenty, jak i prowadzone w Parlamencie Europejskim obrady, muszą być zrozumiałe dla posługujących się nimi posłów oraz obywateli UE. Siłą rzeczy w proces przekładu angażują się tłumacze z całej Europy.

Jeśli chodzi o ilość pracowników zatrudnianych do spraw językowych, spośród instytucji UE na czele znajduje się Komisja Europejska z liczbą ponad 2,5 tys. tłumaczy. To tyle, ile wynosi liczba mieszkańców przeciętnej polskiej wsi! Parlament Europejski z kolei korzysta na co dzień z usług ponad 1000 translatorów, a ponadto zleca tłumaczenia firmom zewnętrznym. Według statystyk, co trzeci pracownik PE zatrudniony jest do językowej pomocy. Tłumacze pisemni w UE najczęściej dokonują przekładu aktów prawnych, dokumentów urzędowych, projektów, a także listów od obywateli Unii o szeroko zakrojonej tematyce. Tłumacze ustni z kolei pracują symultanicznie w trakcie sesji Parlamentu, obrad Komisji czy konferencji.

Niepotrzebne wydatki?

Poseł do Parlamentu Europejskiego Lidia Geringer de Oedenberg zauważa problemy, jakie wiążą się z zatrudnieniem w instytucjach Unii tak dużej liczby tłumaczy. Głównym są koszty, czyli ok. miliard euro rocznie, co daje ponad 2,7 mln dziennego wydatku na tłumaczenia z języka angielskiego. Jak się okazuje, nie zawsze potrzebne. Jak pisze Geringer de Oedenberg, zamówieni tłumacze często siedzą bezczynnie, gdyż współpracujący z nimi posłowie „zapominają” zjawić się na zebraniu. Dochodzi również do sytuacji, w których nieznający angielskiego urzędnicy zabierają ze sobą w delegację do Brazylii kilku tłumaczy na raz. Poza tym przetłumaczona na język obcy dokumentacja zalega w biurach parlamentarzystów, po czym bezceremonialnie trafia do kosza.

Stosunki międzyjęzykowe

Wszystkie kraje za punkt honoru stawiają sobie uznanie ich narodowego języka jako oficjalnego w największej europejskiej organizacji. Nawet Malta, której posłowie biegle posługują się angielskim, gdyż na wyspie to drugi po maltańskim język urzędowy. Katalońscy parlamentarzyści z kolei czują się niekomfortowo, wysłuchując obrad w hiszpańskim-kastylijskim. Również oni, jak i wielojęzyczni luksemburczycy pragną swojej reprezentacji dialektowej w Parlamencie. Uzyskali ją Irlandczycy, gdy status oficjalnego otrzymał język gaeilge, którym notabene irlandzcy posłowie nie posługują się na co dzień. Możliwości ekspansji UE kończą się wraz z kolejnymi przyłączonymi do niej państwami. Czy pewnego dnia wszyscy europosłowie będą mówić wspólnym językiem?

Wszystkie kraje równe

Może w dalekiej przyszłości. Póki co, deputowani stanowczo sprzeciwiają się dominacji angielskiego w instytucjach UE. Argumentują: nie można wywyższać języka jednego z krajów członkowskich ponad inne. Poza tym, podejmowanie wszelkich decyzji na skalę europejską wymaga doskonałego zaznajomienia z daną kwestią, najlepiej przy rozważeniu jej w mowie ojczystej. Pomyśleć, że w czasach gdy UE była jeszcze Europejską Wspólnotą Gospodarczą, dwa języki: francuski i niemiecki, pozwalały na swobodne porozumiewanie się 6 krajów członkowskich – Francji, Niemiec, Luksemburga, Belgii, Holandii oraz Włoch.

Winda do rozwoju

Z drugiej strony: czy instytucje UE to dobre miejsce pracy dla tłumacza? Z pewnością dla doświadczonego. By zdobyć akredytację Unii Europejskiej, należy zdać przeprowadzany w Brukseli egzamin (z dojazdem na własną rękę), który, zaliczony pozytywnie, nie gwarantuje jednak współpracy. Jeszcze w 2011 roku UE odnotowywała zapotrzebowanie na tłumaczy języków europejskich. Dziś ci, którzy polskim posługują się jako językiem A (język ojczysty), szczelnie wypełniają listę. Do podejmowania ryzyka niektórych tłumaczy skłania nie tylko motywacja finansowa, lecz również stabilna posada oraz dostęp do różnego rodzaju glosariuszy i innych pomocy. To szansa na duży rozwój, pracę w międzynarodowym towarzystwie, a przede wszystkim (choć poboczny) udział w procesach decyzyjnych wysokiej rangi. Wiąże się z tym również przeprowadzka do Brukseli – UE współpracuje na odległość jedynie z najbardziej cenionymi tłumaczami.

Jak ustanowienie angielskiego jedynym językiem oficjalnym UE wpłynęłoby na jakość działania tak szeroko rozbudowanej instytucji? Zaoszczędzone na tłumaczeniach pieniądze mogłyby zasilić szczytny projekt (np. dodatkowe lekcje angielskiego dla europejskiej młodzieży szkolnej), a do europarlamentu przyjmowano by wyłącznie dwujęzycznych posłów. Lub, dla odmiany, zapanowałby komunikacyjny chaos, również na linii instytucja – zwykły obywatel.

Oceń

Dodaj komentarz