Państwo duńskie z mięsa – czyli o tłumaczeniu kart menu

Będąc na wakacjach za granicą, grzechem jest nie spróbować kulinarnych specjałów regionalnej kuchni. Udajemy się zatem z jak najlepszymi intencjami do lokalnej restauracyjki opatrzonej szyldem „kuchnia tradycyjna”, sięgamy do menu przeznaczonego dla turystów i przeżywamy szok – nigdy bowiem byśmy nie przypuszczali, że to, co proponuje się nam do jedzenia – jest jadalne. I nie jest to wina różnic kulturowych, ale nieumiejętnego tłumaczenia,  które może doprowadzić do niezrozumienia i, co gorsza, zniesmaczenia.  

Jedną z najważniejszych rzeczy, na które zwraca uwagę klient restauracji, jest karta menu. Tym bardziej cudzoziemiec przygląda się uważniej liście dań niż wystrojowi wnętrza czy obsłudze – jest to bowiem dla niego „przepustka” do świata smakowych doznań kuchni danego kraju. Turyści z prawdziwego zdarzenia wolą spróbować tradycyjnych specjałów niż powszechnych fast-foodów, jednak czasami zostaje to skutecznie uniemożliwione przez restauratorów, którym paradoksalnie najbardziej zależy na promocji restauracyjnego menu. W wielu przypadkach nie jest ono przetłumaczone, co może prowadzić do konieczności wyjaśniania łamanym angielskim lub na migi tego, co może pojawić się na talerzu. Jeśli już menu zostanie przetłumaczone, nie rzadko znajduje się w nim mnóstwo niewłaściwych sformułowań, które mogą doprowadzić do pomyłki w wyborze posiłku lub do wybuchu śmiechu czy przerażenia w oczach.

Menu Translator

To, że internetowe translatory ułatwiają życie, wie każdy, kto chce szybko zorientować się ogólnym sensie obcojęzycznego tekstu. I do tego funkcja programów typu Google Translate się ogranicza, bo nie można ich traktować poważnie gdy chcemy uzyskać profesjonalne tłumaczenie, tym bardziej tak wymagającego tekstu jakim jest karta menu rojąca się wręcz od miejsc, gdzie bardzo łatwo o translatorską wpadkę.  Jednak istnieje grupa restauratorów, która chcąc zaoszczędzić czas i pieniądze, umieszcza dosłowne frazy z internetowego tłumacza. Nie jest to bynajmniej przykład dobrego traktowania zagranicznego klienta, który często popada w zdziwienie widząc to, co chce mu się zaserwować. Dla przykładu: proste „lody z adwokatem” funkcjonują się w kawiarnianej karcie menu nie jako deser z likierem, ale jako „lody z prawnikiem” – internetowy tłumacz nie rozróżnił bowiem dwuznaczności słów (adwokat jako likier i zawód). Komputer nie jest zdolny przecież odróżnić kontekstu tekstu. Przykładów jest więcej – klient chcący spróbować różnych rodzajów śledzi, może wybrać np., „follows in oil”, „follow kashubian” (a powszechnie wiadomo, że ten rodzaj ryby po angielsku to hering). Popularnością na talerzu cieszy się też Dania. Brzmi abstrakcyjnie? Skądże znowu – według internetowego tłumacza dania z mięsem, to po prostu Denamrk from meat (w znaczeniu: państwo duńskie z mięsa).

Głośnym echem w mediach odbiło się zaskoczenie pewnego Brytyjczyka, który w karcie jednej z poznańskich restauracji znalazł… raka szyjki macicy. Danie, opisane po polsku jako „szyjki rakowe” po angielsku nazywało się „cervical cancer” co dosłownie oznacza groźną, kobiecą chorobę. Zszokowany turysta zrobił zdjęcie feralnemu menu, które wkrótce trafiło do brytyjskich tabloidów, nie wystawiając najlepszej opinii o polskiej gastronomii. Również polski turysta zamieścił w sieci zdjęcie karty dań, którą otrzymał w węgierskiej restauracji. Co jednak kryje się pod określeniami z internetowego translatora przybierającymi kształt: „Noga żabojada przyciągnęła, z przemieszanym garnirunkiem” czy „Naleśnik napełnił się czekoladą nowego z drewna kasztanowego z opatrunkiem” – nikt do dziś nie wie.

Cytrynowa mysz

Tłumaczenie kart menu wymaga nie tylko lingwistycznej biegłości, ale sporej dawki wiedzy z zakresu gastronomii. Trzeba bowiem znać nie tylko nazwy potraw, ale niejednokrotnie orientować się w tradycji kulinarnej danego regonu, z którego pochodzą dania. Przykładowo, w jednej z kart menu przystawkę funkcjonującą jako melon miodowy w szynce parmeńskiej przetłumaczono na honey melon in parmezan. Jednak szynka parmeńska to nie to samo co parmezan – słynny włoski ser. Pokazuje to, że tłumacz zabierający się za tłumaczenie zagranicznych specjałów, musi się orientować w tym, co może zostać podane na talerzu.

Co więcej, niezbędna jest też świadomość tego, że w słownictwie kulinarnym nie występują wyrazy, które posiadają odpowiedniki w innych językach. Dlatego też tłumaczenie nazw posiłków może przybrać różną formę. W przypadku decyzji o tłumaczeniu dosłownym szuka się odpowiedników w obcych językach –  przykładem niech będą nasze tradycyjne pierogi, których tłumaczenia przybierają różną formę: dumplings, pieroshki, piroshki, pierogis, pierogies (niekonsekwencja tłumaczeń niestety często jest stosowana w obcojęzycznych wersjach polskich kart menu). Dlatego czasami zaleca się po prostu pozostawienie oryginalnej nazwy kulinarnego specjału, a dodanie do niej funkcjonalnego opisu w języku docelowym zawierającym spis produktów i sposób ich przyrządzenia. Gdybyśmy faktycznie dosłownie przetłumaczyli na przykład polskie określenie „jajka po wiedeńsku” – prawdopodobnie żaden z gości, nie wiedziałby jak te jajka mają wyglądać. Także niemieckie określenie „Forelle Müllerin Art” oznaczające pstrąga „na sposób młynarki” – nic by nam nie mówiło. Dlatego wersja z opisem z powodzeniem funkcjonuje w wielu restauracjach serwujących tradycyjne jedzenie lub kuchnię z wielu zakątków świata.

Nazwa dania, zapisana w sposób właściwy pisowni danego kraju niewątpliwie rozszerza wiedzę kulinarną zagranicznego turysty, pod warunkiem, że w opisie nie występują żadne błędy, a te niestety często się pojawiają. Liczne są literówki, które masowo znajdują się na anglojęzycznych kartach dań – można wymienić chociażby: cocumber, yogurt, mushroms, cutlet, garlik, sparking water czy liczne wariacje słów coffee i chocolate. Gorzej gdy przeczytamy, że zamiast musu cytrynowego możemy dostać mysz cytrynową z bitą śmietaną (lemon mouse with whipped carem), czy zamiast szparagów zawijanych w szynkę parmeńską – szparagi nią gwałcone (raped in Parma ham asparagus).  Bynajmniej nie jest wtedy do… smaku.

Oceń

Dodaj komentarz