japońskie obyczaje

Określane przez Europejczyków jako „dziwne”, „absurdalne” czy wręcz „kosmiczne”… Japońskie obyczaje mają prawo nie przypominać kontynentalnych – wykształciły się w końcu we wschodnioazjatyckim państwie wyspiarskim, które przez dwieście lat rozwijało się w izolacji*. Które ze zwyczajów wydają się nam najbardziej interesujące?

Zwyczaje kąpielowe

Portale rozrywkowe podkradają od siebie tę sensacyjną wiadomość: cała japońska rodzina kąpie się w tej samej wodzie, od starszyzny poczynając, na dzieciach kończąc. To prawda. Dopiero po kliknięciu w przyciągający uwagę tytuł pojawia się dopowiedzenie, iż przed kąpielą w wannie Japończycy biorą prysznic, który zmywa nieczystości całego dnia. Kąpieli zażywa się dla odpoczynku – to jedna z nielicznych okazji na relaks dla zapracowanego Japończyka. Do toalety, zwłaszcza, gdy jesteśmy gośćmi, należy udać się w kapciach. Specjalnie przeznaczone na tę okazję czekają przed drzwiami łazienki, dlatego powinna nastąpić wymiana: kapcie domowe na kapcie łazienkowe. W japońskim domu nie chodzi się w butach!

Japoński rarytas: sfermentowana ryba

Funazushi, czyli surowa ryba, która musi dojrzeć do spożycia przez 4 lata. Na pierwszy rok zostaje szczelnie obłożona solą, następnie ryżem. Ryż wymienia się co roku, aż do uzyskania przez rybę odpowiednich walorów smakowych i zapachowych. To smakołyk dla miłośników mocnych smaków i zapachów (polecają je amatorzy prosciutto i niebieskiego sera). Aromat odstrasza turystów i młodych Japończyków o zwesternizowanych kubkach smakowych. Dość spojrzeć na Karla Pilkingtona (bohatera brytyjskiego programu „Idiota za granicą”), który po spróbowaniu tego wytwarzanego w prefekturze Shiga specjału, bezceremonialnie go zwrócił. Obraził tym samym serwującego potrawę pana domu.

Niesamowita elastyczność

Nie chodzi tutaj o akrobatyczne cuda, jakie odstawiają mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni na międzynarodowych zawodach (choć równie dobrze można by napisać „mieszkańcy Państwa Środka”, jako że kultywuje się w nim pogląd, iż to ono leży w centrum świata), lecz umiejętność dostosowania się do wielu sytuacji. W procesie socjalizacji zakorzenia się w Japończykach chęć dopasowania: do klasy, grupy studenckiej, współpracowników, emerytów… Każdy powinien wypełniać swoją rolę. Uczyć się pilnie i bez wytchnienia, po szkole pracować, po pracy wychodzić na firmowe imprezy i nie stronić przy tym od alkoholu (drink z szefem to jak zawodowy obowiązek), a na emeryturze zdziwaczeć. Japończycy czują wyraźną granicę, między tym, co chcą, a co powinni robić. Opisuje to teoria honne-tatemae, czyli „w środku” (prawdziwe uczucia, pragnienia) i „na zewnątrz” (pożądany dla danej sytuacji wzór zachowania).

„Nie” – nie ma takiego słowa

W słowniku jest, brzmi „iee”. Na ulicy jednak trudno je usłyszeć, gdyż uznawane jest za niegrzeczne. Jak odmawiają Japończycy? W końcu ich elastyczność musi mieć kres… Na niewygodne pytanie „Czy masz ochotę pójść po pracy na piwo?” mogą odpowiedzieć „chotto” (z jap. trochę, nieco) i zrobić przepraszającą minę lub udawać, że się zastanawiają z przeciągłym „unnnn”… Jako że kultura japońska opiera się na kontekście, rozmówca w lot pojmie aluzję. W dodatku nikt nie przeprasza tak, jak Japończycy. Za najmniejsze przewinienia (choćby wyminięcie w ciasnej sklepowej alejce, bez kontaktu fizycznego!) i wielokrotnie. Rafał Tomański komentuje ironicznie: Japończycy mają wręcz upodobanie do przepraszania za mnóstwo błahych spraw, za to w kwestiach poważnych, takich jak przeproszenie Chińczyków i Koreańczyków za zbrodnie wojenne, wydają się nieugięci.**

Unikanie czwórki

Tak, jak my trzynastki. Cyfrę cztery wymawiało się jako „shi” (obecnie „yon”), co oznacza również „śmierć”. Z kolei kombinacja z dwójką („shi ni” lub „ni shi”) – „ty umrzesz”. Dlatego w japońskich wieżowcach pomija się czwarte piętro, w prezencie nie daje się czterech lub czterdziestu tysięcy jenów, a sportowcy stronią od ubierania koszulek z numerem „4”, „42” lub „44”.

Hadaka matsuri

Coroczny festiwal nagości obecnie odbywa się zimą – w 2017 roku 18 lutego. I mimo że temperatura nie za wysoka, kilka tysięcy mężczyzn od popołudnia przechadza się po centrum miasta (festiwal odbywa się w różnych miejscach Japonii) tylko w zakrywającej strefy intymne przepasce, zwanej fundoshi. Zdarza się również, że w stroju Adama. Paradowanie prawie nago ma swój cel. Mężczyźni mają nadzieję, że zapewnią sobie pomyślność na cały rok. Największe szanse mają ci, którzy po północy dotkną rzuconego w tłum przez kapłana świętego kijka o średnicy 4 centymetrów i długości 20. Kijki wędrują z rąk do rąk – w końcu każdy chce zapewnić sobie choćby centymetr szczęścia.

Impreza z okazji rozwodu

W Japonii i w Chinach divorce parties (z ang. imprezy rozwodowe) zyskały szczególną popularność. Podobnie jak śluby, symbolizują początek nowego życia. Życia osobno. W trakcie ceremonii, która odbywa się w Pałacu Rozwodów, małżonkowie niszczą nawzajem swoje obrączki. Uroczystość pozwala im oczyścić atmosferę, rozstać się bez żywienia urazy, a także pomaga pogodzić się z przykrym faktem. Młodzi rozwodnicy zapraszają zazwyczaj kilku znajomych, którzy mają za zadanie wesprzeć ich emocjonalnie.

Walki w kisielu

I to na ekranie! Krążące po internecie fragmenty popularnych japońskich teleturniejów to nieprzemijające hity. Wyobraźmy sobie sytuację, w której drużyna (kilkoro mężczyzn odzianych w odblaskowe gatki) ma za zadanie wspiąć się po pokrytej śliską mazią zjeżdżalni jak najwyżej, by wygodnie było rzucić plastikową piłką w ustawiony u jej szczytu parawan. Tak, by zburzyć jego część. Za parawanem – naga piękność, a zawodnicy próbują odkrywać jej wdzięki. Komu się to uda, wygrywa. Brzmi… abstrakcyjnie? To jeden z nielicznych przykładów. I na teleturnieje o takiej formule istnieje wytłumaczenie. Zmęczeni po trwającym nieraz kilkanaście godzin dniu pracy Japończycy nie mają siły na bardziej wymagającą rozrywkę.

Siorbanie i mlaskanie…

…to bardzo grzeczne zachowanie. Czasami nawet nietaktownie jest nie mlaskać. A nuż gospodarz pomyśli, że gościowi nie smakowało podane mu jedzenie? Poza tym ciągnące się nitki makaronu soba trudno wyssać z pudełka bez wydawania dźwięków.

Strachy

Prócz rzeczy najbardziej oczywistych, jak wstyd i utrata twarzy, Japończycy obawiają się mnóstwa drobnych zdarzeń. Wierzą w zaklęte w przedmioty bóstwa i demony, dlatego z rzeczami obchodzą się ostrożnie. Boją się lisów jako stworzeń przebiegłych i wywodzących w pole, i, mimo że woleliby odebrać sobie życie niż doświadczyć pewnych sytuacji, boją się śmierci. W Japonii mówi się, że lepiej nie prosić o sól (z jap. „shio”) o północy, gdyż kostucha może to potraktować jako wezwanie. Po zmroku nie powinno się również wykonywać manikiuru (z jap. „yotsume”), który duchom może kojarzyć się z opuszczeniem tego świata („yo o tsumeru”).

*    Izolacja trwała (prowadzona przez siogunat z obawy przed rozszerzającymi się w tej części świata wpływami hiszpańskimi i portugalskimi, a w związku z tym z chęci utrzymania stabilizacji władzy) od 1633 do 1853 r.

**  R. Tomański Tatami kontra krzesła, wyd. Muza 2013

Interesujesz się językiem japońskim i kulturą Japonii? Poniżej prezentujemy artykuły, które z pewnością Cię zainteresują: 

Oceń