Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. biuro@123tlumacz.com +48 888 500 123 Certyfikat Jakości: PN-EN ISO 9001:2009
Professional Polish Translation & Localization Services
Zadzwoń do nas:+48 888 500 123

Żargon prawniczy a język norm i przepisów

Charakterystyka języka prawniczegoKto rozumie język prawa? Na pewno nie statystyczny Kowalski. Czy prawnik? To również niekoniecznie. Okazuje się, że do prawidłowej interpretacji niektórych przepisów prawa pożądana jest obecność osoby o wykształceniu prawniczym oraz specjalisty z konkretnej dziedziny – lub połączenia obydwu w jednym. Jak doszło do takiej sytuacji? Zacznijmy od początku…

Normy prawne pojawiły się w momencie, gdy ustawodawca od podległej mu ludności zaczął wymagać posłuszeństwa. By móc prawo egzekwować, musiał je usystematyzować i uczynić zrozumiałym – jak inaczej mógłby stosować sankcje? W praktyce okazało się, że normy nie regulują wielu sytuacji, są zbyt ogólne, przez co niejasne. Dążący do jak największej szczegółowości stanowiący prawo, na swój użytek zaczęli kreować bądź przyjmować istniejące terminy, tworząc podwaliny języka prawnego. Język ów, specyficzny dla aktów normatywnych (ustaw, Konstytucji, rozporządzeń, dekretów), stracił na uniwersalności. Bo czymże dla zwykłego zjadacza chleba jest sformułowanie „istotne postanowienia tej umowy”? Które są istotne? By zrozumieć podobne niuanse, należy poświęcić się pracochłonnym studiom – tu miejsce między ludem a prawem zajęli prawnicy.

Postęp a prawnicy

Mistrzowie swojej dziedziny, poświęcając się doskonaleniu umiejętności prawniczych, rzadko mają czas na naukę innych dyscyplin. A postęp technologiczny pojawił się również w ich zawodowym świecie, w postaci rozporządzeń normujących certyfikaty zabawek dopuszczonych do sprzedaży, podziemne składowanie dwutlenku węgla czy sytuację, w której możemy mówić o popełnieniu przestępstwa internetowego. W pierwszym z dokumentów, przepisy wyszczególniają zawarte w zabawkach dopuszczalne ilości metali ciężkich, niezbędne dla ich prawidłowego funkcjonowania, podane w µg (mikrogramach), w drugim informacje o wymaganym postępowaniu w różnych sytuacjach związanych z wyciekiem, wtłoczeniem i innego typu migracją CO2, w trzecim – jakie działanie w Internecie (wykorzystanie luki w zabezpieczeniach, użycie zewnętrznych narzędzi) oznacza popełnienie czynu zabronionego. Wraz z rozwojem, między prawem a interpretatorem pojawiły się kolejne bariery: słownictwo i wiedza specjalistyczna.

Specjaliści deszyfrują

Normy prawne mają być zrozumiałe, a przy tym jak najbardziej precyzyjne – pod względem językowym to główne cele formułujących je organów. Czy uda się pogodzić położone na przeciwległych szalach wartości, szczególnie w momencie, gdy sami prawnicy w interpretacji norm bazują na świadectwie specjalistów? Juryslingwistycy* ostrzegają, że komplikacje w powyższym procesie prowadzą do dalszych niejasności – niejednokrotnie zdarzało się, że powołany przed sąd specjalista orzekał na niekorzyść pozwanego, a wezwany w wyniku odwołania kolejny – na jego rzecz. W swojej pracy „Zanik procesu deszyfracji normy a jej obowiązywanie w sensie faktycznym” W. Piwowarczyk i J. Słupski wskazują jako przykład sprawę sądową z Głogowa. Pozwany, oskarżony o złamanie zabezpieczeń strony internetowej pewnej firmy, jako zaawansowany użytkownik Internetu faktycznie uzyskał dostęp do przechowywanych przez nią danych. Znalazł lukę w zabezpieczeniu owej strony, a następnie poinformował o niej przedsiębiorstwo, proponując współpracę w zakresie bezpieczeństwa informatycznego. Sprawa trafiła jednak do sądu, gdzie powołano specjalistę z zakresu informatyki do oceny sytuacji – czy oskarżony wtargnął do bazy danych, łamiąc kod bezpieczeństwa? Fachowiec potwierdził: tak, nie ma wątpliwości. Powołany w wyniku odwołania kolejny orzekł jednak na korzyść oskarżonego, argumentując, że skoro zabezpieczeń nie było, to nie mogły zostać złamane.

Norma? Znam, ale nie rozumiem

To zaburzenie procesu deszyfracji (przekładu przepisu na normę postępowania) uwidocznia się również w przypadku złożonego z kilku ogniw łańcuszka handlowego: importu towarów zza granicy. Jak wskazują autorzy wspomnianej w poprzednim akapicie pracy, jedynie producent jest w stanie zrozumieć zawierającą skład chemiczny normę dotyczącą wytwarzania zabawek – dysponuje specjalistami, którzy go komponują. Importer natomiast opiera się tylko na przepisie ogólnym, ustalającym znak „CE” jako zielone światło do sprowadzenia produktu do Polski. Sprzedawcy nad normami zastanawiać się będą jeszcze mniej – przyjmą zabawki z certyfikatem, nie sprawdzając, czy faktycznie wykonane zostały zgodnie z ustaleniami ustawodawcy.
Czy w formułowaniu prawa uda się znaleźć złoty środek, bez szkody dla funkcjonalności normy? Kilka lat temu w Pałacu Prezydenckim odbyła się debata na temat stosunku obywateli do języka urzędowego. Uczestnicy doszli do wniosku, że stosowanie do zapisu norm języka naturalnego powinno… stanowić normę, a do strachu przed urzędowymi dokumentami przyznał się sam profesor Jerzy Bralczyk. Z drugiej strony, jeśli zmiana języka prawa (który, bądź co bądź, hołduje długiej tradycji) miałaby odbić się szkodą na tymże, może pora zacząć czytać normy prawne na lekcjach języka polskiego i wiedzy o społeczeństwie?

*    Od juryslingwistyki, działu nauki, zajmującej się językiem prawnym i prawniczym. Siłą rzeczy pojawia się kolejne rozróżnienie: język prawny – język norm prawnych, język prawniczy – pochodna języka prawnego, którą posługują się prawnicy, swego rodzaju żargon.