social mediaW 2024 r. Facebook wciąż cieszy się dużą popularnością, choć nie jest już „fejsikiem”. Wstawiamy „storiski”, kręcimy „rolki”, a ulubionych aplikacji społecznościowych mamy nie 2, a 5. Co jeszcze zmieniło się w świecie YouTube’a, Instagrama i TikToka?

W ciągu ostatnich kilku lat na rynku apek SM nie pojawiła się żadna wschodząca gwiazda, która szturmem podbiłaby serca użytkowników. Pierwsza szóstka najczęściej używanych mediów społecznościowych na świecie[1] właściwie się nie zmienia, należą do niej kolejno: Facebook, YouTube, WhatsApp, Instagram, WeChat i TikTok. Ewolucji podlega jednak język, jaki je otacza i jego udział w naszym codziennym życiu.

Oto, jak prezentuje się słownictwo dotyczące:

 – reklam w social media,

Przeciętny użytkownik internetu spędza w mediach społecznościowych średnio 2 godziny 31 minut dziennie. Ogląda w nich materiały influencerów – to twórcy online, którzy mają na swoich odbiorców duży wpływ. Influencerzy bawią i edukują (przejmując niejako rolę programów telewizyjnych), a przy tym sporo reklamują. Zgodnie z obowiązującymi prawnymi regulacjami, reklamy te powinny być wyraźnie oznaczone, w zależności od ich rodzaju. Mogą być to rozmaite współprace, posty sponsorowane, prezenty od firmy. Reklam jest tak dużo, iż „influ” (popularny skrót), którzy polecają coś kupionego za własne pieniądze, muszą zastrzec, iż to „za swoje” i „nie jest to współpraca„. A żeby być wiarygodnymi w jakiejkolwiek formie „polecajki„, muszą zastrzec, iż chwalą tylko te produkty i usługi, których używają na co dzień.

 – formy i tematyki treści,

Internetowi twórcy wrzucają na SM content, czyli treść. YouTuberzy, którym uda się nakręcić nieprzewidzianą sytuację do swojego filmiku,  krzyczą: „Ale content!”. Podejmują rozmaite challenge’e (np. zamykają się w trumnie pod ziemią na kilkadziesiąt godzin, patrz: ojwojtek, który w headline’ie swojego profilu ma wpisane „Robię głupoty zawodowo”), wrzucają skomponowane przez siebie sety ubrań – tzw. „stylówki„, kręcą „recki” (recenzje) książek, filmów, gier planszowych, ekspresów do kawy lub koreańskich słodyczy.

Niemal każdy rodzaj treści niesie ze sobą specyficzne, oparte na angielskojęzycznym, słownictwo. Weźmy za przykład Instagram, gdzie profile o książkach to bookstagramy, o filmach – filmstagramy, a konta mamusiek – momstagramy. Przyglądając się twórczości tych ostatnich, wyodrębniono interesujące zjawisko. „Smutne beżowe mamy”[2] ubierają siebie i dzieci w stonowane kolory, kupują pociechom drewniane zabawki w różnych odcieniach pasteli, podążają za zaleceniami pedagogiki Montessori i mają spójny feed.

 – funkcji serwisów i aplikacji,

W serwisie Instagram, feed to podgląd wszystkich publikowany przez użytkownika treści. Na Facebook’u mianem tym określamy wszystko to, co wyświetla się nam na stronie głównej. Gros terminologii okołosocialmediowej pochodzi od ich funkcji (lub, jeśli chcielibyśmy użyć szpetnego zwrotu z nowomowy, powstałego zapewne w wyniku automatycznego tłumaczenia, „nowych funkcjonalności”). W październiku 2021 r. pojawiła się na Instagramie możliwość kręcenia reelsów (po polsku „rolek”) – dłuższych treści wideo. Na Snapchacie wysyłamy „snapy„, na BeRealu „BeReale„.

 – komunikacji sprzedażowej,

Facebook pełen jest grup tematycznych (z kultowym już, zautomatyzowanym hasłem pod postami bez podpisu: „powinno to spodobać się grupie„) i sprzedażowych, na których obowiązuje odrębny slang. „Piszę priva„, gdzie to drugie słowo można zapisać „priv”, „priw” bądź „priwa”, a najrzadziej „wiadomość prywatną”. „Zastrzegam pierwokup„, gdy szukamy pewnego przedmiotu i nie chcemy, by ktoś nam go podebrał z oferty innej użytkowniczki. „Rezerwuję„, „podbijam” („hopsam”) lub „.” (to tzw. „taktyczna kropka„, służąca do obserwowania postu – gdy skomentujemy w jakikolwiek sposób, przychodzą nam powiadomienia). „Nie rezerwuję”, „nie wożę”, „oddam za czekoladę”, to kolejne zwroty, typowe dla grup „Sprzedam/kupię/oddam/zamienię”.

 – oznaczania treści i reagowania na nią

Lajki i komentarze na Facebooku wciąż mają się dobrze, zostały jednak wzbogacone o różnorakie „reakcje„. Prócz kciuka w górę, do czyjegoś (lub swojego) postu możemy dodać emotikonki o ekwiwalentach: „super”, „trzymaj się”, „ha ha”, „wow”, „przykro mi”, „wrr”. Co z hasztagami, którym w 2016 r. poświęciliśmy osobny artykuł? Wciąż są niezbędne algorytmom serwisu, które na ich podstawie pozycjonują posty i decydują o wyświetlaniu ich określonym użytkownikom.

Podążając za językowymi trendami w social media, prosimy o lajki i share’y! 🙂

[1]Według corocznego raportu „Digital Global Overview Report”, publikowanego przez datareportal.com. Oto podsumowanie ze stycznia 2024 r.: https://datareportal.com/reports/digital-2024-global-overview-report

[2]https://tygodnik.interia.pl/news-smutne-bezowe-mamy-czyli-dziecinstwo-bez-barw,nId,6646899

Oceń