Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. biuro@123tlumacz.com +48 888 500 123 Certyfikat Jakości: PN-EN ISO 9001:2009
Ekspresowe tłumaczenia przysięgłe, techniczne i specjalistyczne
Zadzwoń do nas:+48 888 500 123

Kiczowate hasła czy inspirujące motta? Język przedmiotów codziennego użytku

Wejście do pierwszego lepszego chińskiego marketu oszałamia. Nie tylko feerią intensywnych barw i duszącym zapachem barwników. Gdy przyjrzeć się bliżej wiszącym na wieszakach t-shirtom, spodniom i akcesoriom, zauważamy napisy jakby znajome, a jednak obce. Wyrwane z kontekstu, błędne frazy w języku angielskim. Jaki sens, by losowe zlepki słów zdobiły ubrania konsumenta?

Można inaczej: zamiast wyrwanych na chybił trafił z Szekspira cytatów, nad jednym hasłem na koszulkę czy okładkę zeszytu myśleć kilka dni. Analizować, jakie słowa porywają kupującego dany przedmiot. Cytaty znanych osób, a może kwestie filmowe? Powiedzenia z ulicznego slangu czy hasła motywacyjne? Stworzyć zdanie, z którym użytkownik będzie się utożsamiał – to cel ambitnych, dostosowujących się do najnowszych trendów firm. Im nie w głowie tworzyć coś na kształt „chinglisha”.

Jakie hasła cieszą się zatem największą popularnością? I czy „pisanie na przedmiotach” to moda jedynie współczesna?

Wyrażające upodobania, tzw. „manifesty”. Niegdyś bluzy, koszulki, torby i kubki z logo ulubionych zespołów, dziś te same przedmioty z przekazem bardziej dosłownym, niekiedy nieprzebierającym w słowach. Już nie „słucham reggae”, a wręcz „lubię jarać”. Nie „jestem metalowcem”, a „zjadam koty na śniadanie”. Napisy mają wyrażać sympatie w sposób humorystyczny, ale i przyciągać wzrok, szokować, nawet stanowić pretekst do nawiązania rozmowy. Popularnością cieszą się również frazy nawiązujące do podstawowych ról społecznych: „Matka Polka”, „Ukochany Mąż”, „Super Teściowa”. A jeśli chodzi o te odwołujące się do tożsamości narodowej, można powiedzieć, że zapanował na nie prawdziwy boom. Nie tylko na orzełki i symbole Polski Walczącej. W cenie jest również proste „Jestem Polakiem”, „jestem patriotą”, „made in Poland” czy nawet „I speak Polish. What’s your superpower?”. Na tle biało-czerwonym, z elementami czerni i szarości. Niektórzy traktują tego typu akcesoria z wielką powagą.

Dla innych „noszenie się w słowach” to dobra zabawa, ale i hobby. Kolekcjonują koszulki z popularnymi w social mediach hasłami (np. „bede grał w gre”, „panda3” czy „więcej niż jedno zwierzę to”), a jeśli już ich gadżety mają odwoływać się do sytuacji Państwa Polskiego, to tylko z ironią. Przykład? Grafika przedstawiająca butelki oznaczone etykietą „Tusca” z podpisem „Vina Tusca”. Luzacy noszą hasła prześmiewcze i inteligentne, często mają swoich ulubionych twórców: grafików, ale i youtuberów, blogerów i innego typu influencerów. Do siebie mają dystans, otaczając się napisami w stylu „Noszę w sobie gen zdrady” czy „Polak gorszego sortu”.

Bluza z angielskim napisem (nie wspominając o towarach markowych, zdobionych logo zachodnich firm) jeszcze trzydzieści lat temu wywoływała efekt „WOW”. Obecnie odchodzi się od obcojęzycznych haseł nie tylko ze względu na patriotyzm. Ma być również praktycznie. Nie każdy zrozumie „My home is where my mom is”, za to wielu uśmiechnie się na zdobiącą kobiecy kubek termiczny wyliczankę „Piękna, mądra, wspaniała. Zajęta”. To również kwestia mody: kiedyś w cenie hasła angielskojęzyczne, dziś po polsku, a w międzyczasie znaki chińskie i japońskie. Nasuwa się pytanie… Czy ktoś weryfikował poprawne użycie tych ostatnich na produktach europejskich i amerykańskich marek?

Maluszki są bezbronne, więc możemy „ubrać” je w nasze poglądy, zabawne hasła, oznaczenia przynależności. Odpowiednio: „Słucham dobrej muzy, jak mój tata”, „50% mamy, 50% taty”, a nawet „efekt 500+” czy „pampers w trakcie ładowania”. Rynek ubranek dla dzieci zawojowały również napisy personalizowane, metryczki urodzenia, a także tzw. matching outfits czy po polsku ubrania „mama i córka”, „ojciec i syn”. Z tym samym motywem, napisem, krojem, różniące się jedynie rozmiarem.

Lubimy otaczać się nadrukami również w innych dziedzinach życia: w pracy i w domu. Żaden magazyn wnętrzarski nie obejdzie się bez zdjęcia kącika kuchennego, zdobionego plakatem z wyraźnym hasłem. W kuchni wieszamy najczęściej cytaty dotyczące rytuałów spożywczych: „But first… coffee”, „Nothing better than tea”, „Cooking is my life”, a także motta motywacyjne: „Jak nie ty, to kto”, „Kobiety rządzą światem” bądź „Ten dzień należy do Ciebie”. Słowo we wnętrzu (podobnie jak kolory) ma oddziaływać pokrzepiająco i napawać optymizmem.

Rozwój świadomości słowa sprawił, że nadruki na przedmiotach codziennego użytku są coraz mniej przypadkowe, a bardziej przemyślane, wywołujące emocje, coraz istotniejsze. Na koszulki i na plakaty warto wybierać frazy, dzięki którym na naszej (lub czyjejś) twarzy pojawia się uśmiech. Kolejny dowód na to, że słowo ma moc.