Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. biuro@123tlumacz.com +48 888 500 123 Certyfikat Jakości: PN-EN ISO 9001:2009
Ekspresowe tłumaczenia przysięgłe, techniczne i specjalistyczne
Zadzwoń do nas:+48 888 500 123

Top lista – najśmieszniejsze błędy w tłumaczeniach

Top lista – najśmieszniejsze błędy w tłumaczeniach

Denmark from chicken, czyli o Danii z kurczaka i innych błędnych tłumaczeniach

Błędy w tłumaczeniach to ulubiona gratka tłumaczy. W ramach przerwy warto zajrzeć na strony, które prezentują najciekawsze, a zarazem najśmieszniejsze pomyłki. Służą one nie tylko poprawie humoru, ale przede wszystkim edukacji, bo być może dowiemy się, że nasz ulubiony zwrot nie do końca tłumaczymy poprawnie. Z czego wynika większość takich błędów? Zwykle z oszczędności. Jeżeli mamy do przetłumaczenia zaledwie kilka fraz, to wolimy skorzystać z darmowego translatora online niż z usług profesjonalnego tłumacza. Dzięki temu nadal mamy do czynienia z perełkami typu Denmark from chicken, a to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Lody z prawnikiem i potrawa z raka szyjki macicy

Ze względu na popularność języka angielskiego w naszym kraju, najwięcej zabawnych tłumaczeń znajdziemy właśnie w nim. Wystarczy przejść się po kilku restauracjach i przeczytać uważnie anglojęzyczne menu. Takie badanie przeprowadzili m.in. studenci z wydziału filologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po odwiedzeniu kilku knajpek udało im się sporządzić cztery strony językowych pomyłek w kartach dań. Wśród nich pojawiły się właśnie ice cream with a lawyer i cervical carcinoma. O ile na lody w towarzystwie przystojnego prawnika jeszcze kilka osób by się skusiło (może jeszcze udałoby się skorzystać z jakiejś porady prawnej), tak na potrawę z raka szyjki macicy chyba nie znajdzie się zbyt wielu chętnych. Dodatkowo w jednej z restauracji można też było skosztować sałatki z soczystymi… zarazkami zamiast kiełkami. Cóż, do odważnych świat należy.

Can you feel the passion? – o czuciu pasji i innych podobnie brzmiących wyrazach

Czasami odrobina lenistwa wystarczy, by do tekstu wkradł nam się jakiś wyszukany „kwiatek”. Najczęściej wynika on z podobieństw – zwłaszcza w brzmieniu – pomiędzy wyrazem tłumaczonym a przetłumaczonym. Zasada, że skoro coś podobnie brzmi, to ma też zbliżone znaczenie, nie zawsze się tutaj sprawdza. A czasami nawet może całkowicie zmienić przekazywany sens. I tak właśnie wśród naszych perełek można odnaleźć:

  • Can you feel the passion? – przetłumaczone jako Czy czujesz pasję? zamiast namiętność
  • eventually (w końcu) – ewentualnie
  • actual (rzeczywisty) – aktualny
  • receipt (rachunek) – recepta
  • pathetic (żałosny) – patetyczny
  • sympathy (współczucie) – sympatia

Są to tzw. false-friends, czyli słówka angielskie, które mają podobne do wyrazów języka polskiego brzmienie, ale zupełnie inne znaczenie. Dlatego, kiedy widzimy znajomo wyglądające nam słowo, warto zajrzeć do słownika i sprawdzić czy przypadkiem na podobnym brzmieniu podobieństwo się nie kończy.

Niemiecki Kartoffel, czyli „afera kartoflowa” w Polsce

Błędy nie dotyczą tylko języka angielskiego. Translatory online służą nam pomocą praktycznie w każdym już języku. Nie chodzi nam o to, żeby odwoływać się do „kwiatków” powstałych z tłumaczenia języka np. suahili, ale żeby znaleźć przykłady w językach nam najbliższych. Dlatego drugim naszym ulubionym źródłem pomyłek jest język naszych zachodnich sąsiadów, czyli niemiecki. Niestety, błędne tłumaczenia można odnaleźć nawet w ogólnodostępnej prasie i tak możemy przeczytać, że:

  • Polacy nie są w Niemczech ciałem obcym (tytuł oryginalny: Die Polen sind in Deutschland kein Fremdkörper), zamiast po prostu nie są obcy.
  • Tragikomedia „ludzika” uwikłanego w patologię konsumpcji (tytuł oryginalny: Die Tragikomödie des „kleinen Mannes” in den Fängen der Konsumpathologie), zamiast zwykłego człowieka.

A najsłynniejszy błąd w tłumaczeniach z języka niemieckiego dorobił się własnej afery, zwanej „aferą kartoflową”. Translator przetłumaczył słowo Kartoffel określające osobę jako… kartofel. Natomiast po niemiecku ma ono oznaczać osobę zachowującą się prostacko, czyli kogoś o kim w języku polskim powiemy po prostu burak. I tak bohater artykułu w Polsce został nazwany kartoflem, za co oberwało się niemieckiemu dziennikowi Die Tageszeitung, a nie polskiemu tłumaczowi.

Would you like to ride on your own… ass?

Zaawansowane korzystanie z darmowych translatorów to jednak nie tylko nasza domena. Na pocieszenie przedstawiamy kilka perełek znalezionych w miejscach publicznych na całym świecie:

  • Hotel w Tokio: Is forbidden to steal hotel towels please. If you are not a person to do such thing is please not to read notis.
  • Sklep w Hong Kongu: Ladies may have a fit upstairs.
  • Pralnia w Bangkoku: Drop your trousers here for best results.
  • Sklep w Paryżu: Dresses for street walking.
  • Hotel w Zurychu: Because of the impropriety of entertaining guests of the opposite sex in the bedroom, it is suggested that the lobby be used for this purpose.
  • Reklama przejażdżki na ośle w Tajlandii: Would you like to ride on your own ass?

 Śmiech przez łzy…

Wydawać by się mogło, że takie pomyłki tłumaczeniowe mogą wywoływać u nas tylko uśmiech. W rzeczywistości niepoprawnie przełożone wyrażenia często mogą prowadzić do nieprzyjemnych konsekwencji, których każdy chyba wolałby uniknąć . Dlatego, jeśli dane tłumaczenie ma w przyszłości widnieć jako ogłoszenie czy nazwa dania w menu naszej restauracji, lepiej zdecydować się na fachową obsługę, a nie korzystać z pomocy internetowego translatora, która może spowodować kojarzenie naszej firmy tylko z błędnym (niejednokrotnie absurdalnie śmiesznym) przekładem.